Zaszczuta i zdziesiątkowana ludzkość przeklina noc. Z każdym zmierzchem, w oparach mgły, nadchodzą opętane żądzą mordu bestie. Przerażeni ludzie chronią się za magicznymi runami. Usiłują wymodlić dla siebie i najbliższych kolejny dzień życia. Rzeź ustaje bladym świtem, gdy światło zapędza demony z powrotem w Otchłań.
Rosną odległości między pustoszejącymi osadami. Wydaje się, że nikt ani nic nie zdoła powstrzymać otchłańców, kładąc tym samym kres zagładzie. W tym dogorywającym świecie dorasta troje młodych ludzi. Bohaterski Arlen, przekonany, że większym od nocnego zła przekleństwem jest strach przepełniający ludzkie serca. Leesha - jej życie zrujnowało jedno proste kłamstwo - nowicjuszka u starej zielarki, bardziej chyba przerażającej od krwiożerczych potworów. I Rojer, którego los na zawsze odmienił wędrowny minstrel, wygrywając mu na skrzypkach skoczną melodię.
Tych troje ma coś wspólnego - są uparci i przeczuwają, że prawda o świecie nie kończy się na tym, co im powiedziano. Czy odważą się jej poszukać, opuszczając chroniony runami azyl?
Wstyd przyznać, że dopiero teraz zdołałam się przełamać i
sięgnąć po „Malowanego człowieka”. Ta książka zezowała na mnie z półki od tak
dawna, że zdążyła się zakurzyć, ale nie wiedzieć dlaczego, omijałam ją szerokim
łukiem. Nie jest to wina okładki – na pewno nie – ani autora, ani opisu.
Ponadto miała mnóstwo pochlebnych opinii i grzechem byłoby pominąć fakt, że wpisała się w kanon fantastyki, a
dodatkowo poleca się ją jako pozycję obowiązkową – jak zresztą cały Cykl
Demoniczny. W takim razie, dlaczego? Stwórca jeden wie… W każdym razie
przeklęłam się już po stokroć, bo ta lektura wciągnęła mnie niczym ruchome
piaski.
Ludzie żyją w strachu. Bezpieczni za dnia, nocą skrywają się
w domach chronionych runami, a Otchłańce – paskudne demony ognia, skalne, czy
drzewne, a to i tak tylko kilka najpowszechniejszych gatunków – wynurzają się z
podziemi, by rozpocząć krwawe polowanie. Ludzkość nie walczy, nie przeciwstawia
się, biernie szuka schronienia, a wiedza o tym jak walczyć zaginęła. Zwyczajni
ludzie nawet nie myślą o podróżach. W końcu nocą na szlaku przetrwanie graniczy
z cudem. A mimo to, słaby kontakt między wsiami i Wolnymi Miastami wciąż istnieje.
Wszystko dzięki Posłańcom, podróżującym od osady do osady, handlującym z
mieszkańcami, przekazującym listy i dostarczającym im choćby soli – bez której przechowywanie
mięsa jest niemal niemożliwe. Posłańcy są jedynymi ludźmi, którzy ośmielają się
stawiać czoła nocy, choć nawet oni nie kwapią się do walki. Na szlaku kryją się
w przenośnym runicznym kręgu, spoglądając w oczy bezradnym demonom.
Otoczeni tym wszystkim, dorastają główni bohaterowie
powieści: Arlen, Leesha i Rojer. W pierwszej części „Malowanego człowieka”
autor poświęca najwięcej uwagi Arlenowi, chłopcu, który wychowuje się na wsi –
podobnie zresztą jak pozostała dwójka bohaterów – i znacznie odbiega od innych
tokiem myślenia. Młody Arlen pragnie bowiem walki, przeciwstawienia się
Otchłańcom, a tragiczne wypadki, których na nieszczęście staje się nie tylko
świadkiem, ale i ich częścią, coraz bardziej kształtują tego młodego człowieka.
Leesha z kolei w efekcie zbiegu różnych wydarzeń, staje się uczennicą Zielarki,
zaczyna czuć pociąg do wiedzy i pragnie rozwiązywać tajemnice świata. Rojer,
zaledwie trzyletni chłopiec, w pierwszej części powieści jest przedstawiony
pobieżnie, ginie w natłoku zdarzeń z życia innych bohaterów, ale jest nie mniej
ważny.
W pierwszym tomie przyglądamy się dorastaniu trójki
bohaterów, zmianom, które w nich zachodzą w efekcie tego, co ich spotkało.
Widzimy, jak wstępują na ścieżki, z których nie ma odwrotu, jak ich przekonania
się kształtują, jak dążą do celu, jaśniejącego na końcu drogi. Jest to jednak
cel bardzo odległy, a droga usiana niebezpieczeństwami i zwrotami akcji.
Choć na początku poznajemy dzieci, treść zbudowana jest w
ten sposób, że na końcu powieści mamy przed sobą dorosłych, młodych ludzi.
Podczas wędrówki bohaterów odwiedzamy wiele zakątków świata Bretta, między
innymi Wolne Miasta, napotykamy wiele postaci pobocznych, które mają większy
lub mniejszy wpływ na życie Arlena, Rojera i Leeshy, ale każda z nich jest inna
i niepowtarzalna. Doskonale stworzone postaci wydają się żywe, nie są papierowe
i płaskie, ale pozwalają się kochać i nienawidzić.
Prosty język i lekkie pióro autora można uznać jedynie za
plus. Wartkość akcji, doskonałe wyjaśnienie zasad, rządzących stworzonym
światem, instynktów kierujących zastraszonymi ludźmi, zbudowanie klimatu, który
to wszystko oddaje – niewątpliwie kolejne plusy. I choć pomysł, ogólna
koncepcja demonów pojawiających się nocą i atakujących ludzi, nie jest
szczególnie nowatorska, to wszystko wydaje się świeże i nowe, bo umiejętnie
przeprowadzone i okraszone powiewem świeżości. Irytuje czasem rozwlekanie mało
istotnych wydarzeń, czy dialogów, ale są to drobne mankamenty, które w żaden
sposób nie umniejszają świetnych momentów.
Czyli co? A no podobało mi się i bez zająknięcia się,
polecam każdemu miłośnikowi fantastyki, jak i tym, którzy pragnęliby się
nawrócić na ten zacny gatunek.
Pozdrawiam,
SMG.
Ocena: 9/10
Tytuł: Malowany człowiek: Księga I
Autor: Peter
V. Brett
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Data
wydania: grudzień 2008
ISBN: 9788375740578
Liczba
stron: 504
Kategoria:
fantastyka, fantasy
